TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJAW meczu grupy E turnieju finałowego Ligi Światowej siatkarzy reprezentacja Polski po istnym dreszczowcu pokonała Bułgarię 3:2 (25:20, 23:25, 14:25, 25:22, 15:13). W tie-breaku Polacy prowadzili nawet 8:3, by dać się dogonić i ostatecznie zwyciężyć 15:13.
Trener Andrea Anastasi postanowił zaufać na początek finałowego turnieju szóstce, która rozpoczynała rywalizację w pierwszych meczach fazy interkontynentalnej Ligi Światowej.
To był ruch skuteczny tylko w pierwszym secie, w którym Polakom wychodziło wszystko. Świetnie w obronie spisywał się Krzysztof Ignaczak, blok działał niemal bezbłędnie, znakomicie zaprezentował się w przyjęciu Michał Ruciak, a nie do zatrzymania w ataku był Bartosz Kurek. Biało-czerwoni prowadzili od początku do końca - 8:5, 16:8 i w końcu wygrali 25:20.
Druga partia była już całkowicie inna. Bułgarzy szybko odskoczyli na kilka punktów, a gospodarze musieli "gonić" wynik. W końcówce, przy remisie 23:23, błędy popełnił w ataku Zbigniew Bartman, a lider Bułgarów, przed którym ostrzegał kapitan polskiej ekipy Piotr Gruszka, Matej Kazijski mylił się rzadko. To głównie dzięki jego postawie rywale zwyciężyli 25:23.
O czwartym secie polscy zawodnicy i kibice chcieliby szybko zapomnieć. Mistrzowie Europy wyraźnie się zablokowali, a Anastasi szybko zareagował na trzypunktowe prowadzenie przeciwników 3:6. Przerwa nie poskutkowała, za to zagrywka Cwetana Sokołowa sprawiała coraz więcej kłopotów, a seriami punkty zdobywał Kazijski. Polakom wyraźnie gra nie układała się (4:9), ale włoski szkoleniowiec nie zdecydował się na zmiany. Dopiero przy stanie 6:13 Bartmana zastąpił Jakub Jarosz. Na niewiele się to zdało. Biało-czerwoni nadal się mylili, nie potrafili znaleźć recepty na coraz lepiej grających rywali i przegrali 14:25.
W czwartym secie Polacy wrócili do poziomu gry z pierwszego. Gdy sytuacja zaczęła się wymykać Bułgarom spod kontroli (9:16), na boisku pojawił się nawet najbardziej doświadczony w ekipie Władimir Nikołow. Zdobył wprawdzie dwa punkty z rzędu, ale niewiele to pomogło. Podopieczni Anastasiego kontynuowali dobrą passę i zwyciężyli 25:22.
Na początku tie-breaka pierwsze skrzypce grał Bartman. Gdy atakujący Jastrzębskiego Węgla serwował, Polacy wyszli na prowadzenie 8:3. Chwilę później nabawił się jednak kontuzji, a Bułgarzy wykorzystali dekoncentrację biało-czerwonych i był remis po 12. Anastasi nie czekał i na parkiet wpuścił Michała Kubiaka oraz Grzegorza Kosoka. I to właśnie ten ostatni zakończył mecz atakiem ze środka. 15:13.
W czwartek o godz. 20.00 rywalami Polaków będą Włosi, którzy w pierwszym meczy ulegli niespodziewanie Argentyńczykom 1:3.
Po meczu powiedzieli:
Michał Bąkiewicz (kapitan Polaków): Spotkania inaugurujące turniej są zawsze bardzo stresujące i trudne. Dzięki zwycięstwu staliśmy się mocniejsi mentalnie. Udowodniliśmy sobie, że nawet, gdy nam nie idzie, potrafimy się podnieść. Mam nadzieję, że kibice są usatysfakcjonowani, zwłaszcza po horrorze, który im zaserwowaliśmy w tie-breaku.
Władimir Nikołow (kapitan Bułgarów): To był bardzo emocjonujący mecz, który dostarczył kibicom wiele interesujących zwrotów akcji. W końcówce to jednak Polacy zrobili mniej błędów i dlatego wygrali.
Andrea Anastasi (trener Polski): To był trudny mecz dla obu ekip. Najtrudniejszym dla nas momentem było chyba złapanie kontuzji przez Zbyszka Bartmana w ostatnim secie i przy wysokim prowadzeniu. Nie wiadomo jeszcze, czy będzie mógł zagrać w kolejnych spotkaniach. W takiej sytuacji szansę gry dostanie prawdopodobnie wracający po urazie Piotr Gruszka.
Radostin Stojczew (trener Bułgarii): Polacy zaprezentowali się bardzo dobrze i zasłużyli na zwycięstwo. My nie potrafiliśmy dzisiaj wykorzystać wszystkich naszych mocnych stron. Okazało się, że jeszcze nie dojrzeliśmy do wygrywania takich meczów.
Liga Światowa, turniej finałowy, grupa E
Polska - Bułgaria 3:2 (25:20, 23:25, 14:25, 25:22, 15:13)
Polska: Piotr Nowakowski (16), Bartosz Kurek (24), Zbigniew Bartman (18), Michał Ruciak (9), Łukasz Żygadło (2), Marcin Możdżonek (8) i Krzysztof Ignaczak (libero) oraz Jakub Jarosz, Paweł Woicki, Michał Bąkiewicz, Grzegorz Kosok (1), Michał Kubiak.
Bułgaria: Andriej Żekow (2), Matej Kazijski (18), Wiktor Josifow (5), Teodor Todorow, Todor Aleksiejew (6), Cwetan Sokołow (27) i Władysław Iwanow (libero) oraz Christo Cwetanow (8), Metodi Ananiew, Nikołaj Penczew (3), Władimir Nikołow (4), Georgi Bratojew.
Uwaga czytać regulamin. Przypominam że każdy temat ma zawierać date. Za nie przestrzeganie beda kary.